Menu Zamknij

Każdy z nas jest w jakiś sposób… niepełnosprawny

Z Janem Melą, polskim podróżnikiem i działaczem społecznym, a jednocześnie – najmłodszym w historii zdobywcą dwóch biegunów w jednym roku i zarazem pierwszą osobą z niepełnosprawnością, która tego dokonała.

Na zdjęciu mężczyzna Jan Mela trzymający mikrofon, podczas wygłaszania mowy powitalnej na spotkaniu. W tle jasna sciana.
Jan Mela

– Skąd w Tobie tyle siły Janie?

– O sile człowieka świadczy jego skłonność do dzielenia się z innymi tym, co sam posiada. I to nie tylko swymi mocnymi stronami, ale również słabościami. Bo sposobem na to, by nauczyć się w życiu empatii, jest w pierwszej kolejności obcowanie z trudnościami. Nie oszukujmy się… Od problemów w życiu nie da się uciec, ale trzeba stawić im czoła, bo tylko w ten sposób możemy je przezwyciężyć. Myślę, że wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że prawdziwa siła tkwi w nas, trzeba tylko nauczyć się z niej korzystać, ale do tego potrzebny jest drugi człowiek, spotkanie i rozmowa. Ja składam się głównie z tego, co dostałem od innych. Stąd moja siła.

– Kiedyś powiedziałeś, że nie byłbyś tym – kim jesteś, gdyby nie ludzie, których spotkałeś na swojej drodze…

– Miałem to szczęście w życiu, że na wielu jego etapach spotykałem ludzi „gigantów”. Ludzi, którzy inspirowali mnie do działania i uczyli jak przekuwać własne słabości w siłę. To oni wpoili we mnie przekonanie, że z każdej, nawet problematycznej sytuacji, można wyciągnąć coś pozytywnego. W tym roku, w lipcu, mija dokładnie dwadzieścia lat od mojego wypadku… Od chwili, kiedy chodzę po świecie… niesymetryczny i z tytanową nogą. I tak sobie myślę, że gdyby nie to zdarzenie, to pewnie nie znalazłbym w sobie tak ogromnej potrzeby działania dla innych, a w szczególności niepełnosprawnych, do których – szczerze mówiąc – wcześniej zawsze podchodziłem z… rezerwą. I pewnie nigdy nie znalazłbym w sobie odpowiedniej motywacji, gdyby nie moje osobiste doświadczenie niepełnosprawności.

– Czym jest dla Ciebie niepełnosprawność?

– Niepełnosprawność, która spadła na mnie w pewnym okresie mojego życia, to była zupełnie nowa sytuacja. Ten stan, chcąc nie chcąc, musiałem zaakceptować, tak jak pogodzić się z tym, że do końca życia będę miał już tylko jedną rękę i nogę. W przeciwieństwie do kalectwa, które jest, niczym innym, jak tylko zbiorem pewnych ograniczeń siedzących w mojej głowie. Świadomością, do czego się w życiu nadaję i z czym mogę dać sobie radę, a tym – co znajduje się poza moim zasięgiem. Dzięki Markowi Kamińskiemu, którego spotkałem na swojej drodze, stałem się zupełnie innym człowiekiem. I nie chodzi o to, że zostałem najmłodszym zdobywcą obu biegunów, bo wtedy kiedy otrzymałem propozycję udziału w wyprawie, przygnieciony swoim kalectwem, nie potrafiłem pogodzić się ze swoją niepełnoprawnością. Ale ten przekaz, który od niego otrzymałem, że jeśli tylko „zepnę” się w sobie i będę bardzo chciał, to mogę poradzić sobie nawet z wyprawą na biegun, to było… COŚ! I nie ważne, że pochodziłem z małego miasteczka i raczej uboższej niż bogatszej rodziny i że w tamtym momencie życia, sam w siebie nie wierzyłem. Pojawiła się taka możliwość, a ja musiałem zdecydować, czy podjąć próbę, czy poddać się już na początku.

Świadomość, że Marek Kamiński wierzy we mnie bardziej niż ja sam, była niesłychanie dopingująca. Szalenie ważne było również to, że ten pomysł zaakceptowali moi rodzice, chociaż nie było to dla nich łatwe, zwłaszcza po moim wypadku i stracie drugiego syna, który utonął kilka lat wcześniej. Przecież mogli mi nie pozwolić, próbować otoczyć mnie „parasolem ochronnym”, mieli do tego pełne prawo. Zrozumieli jednak, że tak trzeba i jestem im za to bardzo wdzięczny.

– Pracujesz w organizacji pozarządowej, co jest dla Ciebie w tej pracy ważne?

– Najważniejsze to nie ulegać hierarchizacji i traktować na równi wszystkich ludzi. Dziewczyna, która przez lata pracowała w naszej fundacji opowiedziała mi kiedyś taką anegdotkę, jak to działając w pewnej organizacji pozarządowej, projektowała z zespołem, logotyp akcji pomocowej. Pomysł na logotyp był taki, że mają to być dwie, połączone uściskiem dłonie. Pojawiło się jednak pytanie, pod jakim kątem mają się one znajdować. Ktoś powiedział – przecież to oczywiste, my pomagamy więc wyciągamy rękę do osoby, której pomagamy. Na to moja koleżanka odzywa się, mówiąc: ależ nie! Dłonie muszą być umieszczone na równi. Teoretycznie to był tylko znak, wyrażający określony przekaz, jakieś słowa mające określone znaczenie. Ale słowa bardzo ważne, bo one też potrafią stygmatyzować.

Dla mnie osoby niepełnosprawnej, najważniejszym w życiu było zaakceptowanie samego siebie. Wszystkie te wyprawy, które odbyłem, zdobyte bieguny, szczyty górskie i maratony, w których wziąłem udział, to było NIC, w porównaniu z drogą, którą nie da się zmierzyć żadną miarką, bo ona jest prawdziwą wspinaczką na szczyt, który nazywa się „poczuciem własnej wartości”. Wciąż nie mogę jeszcze powiedzieć, że jestem na szczycie tej góry.

– Myślisz, że każdy z nas ma taki swój „szczyt”?

– Sądzę, że TAK, bo każdy człowiek toczy codzienną walkę ze sobą i własnymi ograniczeniami. Kiedyś pewna dziennikarka zapytała mnie przed kamerą, kiedy po wypadku był taki moment, że w stu procentach zaakceptowałem siebie, a ja – tak trochę cwaniacko uśmiechnąłem się i mówię: – „Wie pani, możemy odwrócić tę kamerę i zadać pani to samo pytanie. Czy pani w stu procentach akceptuje swoje odbicie w lustrze, swoją sytuację życiową, pracę i otoczenie?” Jeżeli tak, to gratuluję i prawdę mówiąc, trochę zazdroszczę, ale śmiem twierdzić, że chyba nie do końca…

Często w swojej pracy spotykam ludzi, których – trochę przewrotnie – nazywam „tak zwanymi niepełnosprawnymi”, bo każdy z nas jest w jakiś sposób… niepełnosprawny. Są niepełnosprawności, które widać od razu, ale to że komuś brakuje wiary w siebie,  sensu życia czy sprawczości, jest – moim zdaniem – „chorobą” i „kalectwem” naszych czasów. Tak już jest, że każdy człowiek podświadomie szuka odpowiedzi, komu na tym świecie może się przydać i czym może podzielić się z innymi, bo przecież nie żyjemy sami dla siebie. Moja mama, która jest z zawodu psychologiem, kiedyś powiedziała mi, że żeby „pracować z kimś terapeutycznie, trzeba w tym człowieku odnaleźć siebie, a w sobie znaleźć kawałek tego człowieka”. Brzmi to trochę filozoficznie, ale to czysta prawda.

W Krakowie, w którym mieszkam, zrodziła się parę lat temu akcja pod hasłem „Zupa na Plantach”, która polega m.in. na rozdawaniu tego gorącego posiłku osobom znajdującym się w kryzysie bezdomności. Pomyślałem wtedy: – „pójdę, pomogę, może się przydam”. Kiedy dotarłem na miejsce, zgłosiłem się do szefa grupy wolontariuszy i mówię: – „Cześć, jestem Jasiek, na co dzień prowadzę własną organizację, ale dziś chciałbym pomóc i porozdawać zupę”. A on odpowiedział: – „Fajnie, ale rozejrzyj się kolego, tutaj jest więcej wolontariuszy niż bezdomnych. Kolejnej osoby do wydawania zupy nam nie potrzeba, ale jak chciałbyś pomóc, to porozmawiaj z tym facetem siedzącym na ławce, to pan Rysio”. – „Ale o czym mam z nim rozmawiać, przecież my nie mamy ze sobą nic wspólnego” – odpowiedziałem. I kiedy on spojrzał na mnie, tak niesłychanie wymownie, zrozumiałem jak wielką gafę popełniłem i z jakim nastawieniem tutaj przyszedłem. Jak bardzo byłem próżny, myśląc że jak podam komuś miskę zupy, to dzięki temu zaspokoję własne sumienie i udowodnię samemu sobie, że pomagam innym. Siąść obok bezdomnego jak równy z równym i zwyczajnie z nim pogadać, to było największe wyzwanie.

Na Plantach byłem kilkukrotnie i jeszcze nie raz spotykałem się i rozmawiałem z panem Ryśkiem… Z rozmów, które prowadziliśmy okazało się, że mamy ze sobą więcej wspólnego, niż zdolny byłem przypuszczać. Takie trudne skądinąd doświadczenia są nam potrzebne, byśmy mogli odnaleźć w sobie siłę.

– Na pewno nie raz w życiu zastanawiałeś się dlaczego właśnie Ciebie dotknął taki los, że musiałeś doświadczyć niepełnosprawności?

– Nad tym kim byłbym dzisiaj gdyby nie ten wypadek, zastanawiałem się wielokrotnie.  Oczywiście to nie tak, że zgadzam się z tezą, że „cierpienie uszlachetnia”. Czesław Miłosz powiedział kiedyś, że cierpienie jest tylko „prowokacją, która pozwala nam odkryć w sobie siłę, z której wcześniej nie zdawaliśmy sobie sprawy”. Czasem jest to siła do wdrapywania się na szczyty, a czasem do pomocy innym ludziom. Człowiek rodzi się przecież z umiejętnością proszenia o pomoc i koniecznością opieki. Jeśli jej nie dostanie, nie da sobie rady i nie przetrwa. Wraz z upływem czasu, kiedy dojrzewamy i stajemy się coraz starsi, powoli pozbywamy się tej cechy, zatracamy ją. To z jednej strony dobrze, z drugiej strony zaś stanowi wielki problem. Spotykamy się bowiem z powszechnym, społecznym paradygmatem, że musimy być sili i samodzielni. Dlatego tak ogromnie trudno, w sytuacjach, które nas dotykają,  nauczyć się prosić o pomoc. Ja też mam z tym ogromny problem, chociaż dzisiaj, dzięki mojej żonie, już wiem że jeśli to zrobię, to „korona” mi z głowy nie spadnie.

Nie bójmy się pokazywać własnej słabości, żeby podejmować dobre decyzje potrzebne jest doświadczenie. To zaś wynika z naszych błędów, z tego czego się nauczyliśmy i co stało się naszym udziałem w wyniku źle podjętych decyzji. Dlatego nie bójmy się popełniać błędów, unikajmy przekonania o własnej wyższości i pomagania innym na własnych warunkach. Prawdziwa pomoc polega na dawaniu ludziom potrzebującym pewnej przestrzeni i pozwalaniu na podejmowanie własnych decyzji. To niesłychanie ważne, bo daje poczucie sprawczości. Molier napisał kiedyś, że „jesteśmy odpowiedzialni w naszym życiu nie tylko za to co robimy, ale również za to – czego nie robimy”. Dlatego budujmy w sobie odpowiedzialność za innych i uczmy się sobą dzielić.

– Dziękuję za rozmowę!

Artykuł promujący ideę ekonomii społecznej napisany został w ramach projektu pn.„Koordynacja ekonomii społecznej na Mazowszu” współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, Regionalny Program Operacyjny Województwa Mazowieckiego na lata 2014-2020, Oś Priorytetowa IX Wspieranie włączenia społecznego i walka z ubóstwem, Działanie 9.3 „Rozwój ekonomii społecznej”.

Logotypy projektów unijnych
Opublikowano wAktualności mazowieckiej ekonomii społecznej

Powiązane